wtorek, 2 kwietnia 2013

Zimowe Prima Aprilis

W tym roku roku Wielkanoc i Prima Aprilis wypadły w samym środku zimy.  


Ponieważ mamy już zdecydowanie dość gnuśnienia w domu - o jajkach, żurkach, białych kiełbasach i mazurkach nie wspomnę - popołudniową porą wybieramy się na poszukiwanie wiosny.


W ciągu dnia na przemian słońce i śnieżyca, nam aura sprzyja i wygląda na to, że popołudnie będzie należało do słońca. 


Jednak pomimo dodatniej temperatury zima nie odpuszcza - miejscami rowery i my brniemy w śniegu, tylko żeby po chwili ślizgać się po błocie.


Ławka przy alei na cmentarzu słucha śpiewu ptaków i daremnie wygląda wiosny.


Nad jeziorkiem Słonecznym śniegu trochę mniej, słońca więcej, ale lód nie odpuszcza. 


Jedziemy pod wiatr w kierunku Mierzyna. Pojedyncze pąki zatrzymały się w oczekiwaniu na zmianę temperatury.


Koniec ścieżki, ale nie koniec zimy. Wspinamy się pod górę po bruku wśród ogródków działkowych - wiosny ani śladu.


Drewniany bocian na daremno wypatruje przylotu swoich oryginałów. Okazuje się, że nie tylko Warszewo ma swojego bociana - Mierzyn nie jest gorszy :) 


W końcu jesteśmy na szczycie morenowego wzgórza ponad Bezrzeczem. Wieża pochodzącego z XV w. i przebudowanego w XIX w. niewielkiego kościoła góruje nad miejscowością podzieloną granicą administracyjną Szczecina. Dookoła smętnie i pusto, najwyraźniej niewiele osób ma ochotę na wyjście z domu w zimny świąteczny poniedziałek. Przyjemnie rozgrzani po długim podjeździe zjeżdzamy (i marzniemy) w kierunku Wołczkowa. Postanawiam, że moim najbliższym rowerowym zakupem będzie czapka kominiarka - kości policzkowe bolą mnie okrutnie.


Za Wołczkowem nad poligonem i pobliskimi polami niebo w zdecydowanie zimowych kolorach. 


Z resztą nie tylko niebo - na polach sceneria jak z rosyjskiej tundry, albo innego równie przyjemnego miejsca.


Licznik pokazuje temperaturę ujemną, powietrza nie odczuwalną. Po chwili bezruchu kostnieją ręce, a mięśnie stygną i w bardzo nieprzyjemny sposób dają znać o sobie. Z poszukiwań wiosny nic nie wyszło, co jednak pozytywne zgodnie z licznikiem spaliłam 300 kalorii - jeden kawałek mazurka ...


Na zakończenie prawdziwie zimowy pejzaż z zamarzniętym jeziorem Głębokie. 
Zdjęcie zrobione pierwszego kwietnia i niestety nie jest to żart.