recenzje



Zbiór opowiadań prekursora amerykańskiego fantastyki naukowej i powieści gotyckiej, z którego pomysłów czerpali i do dziś czerpią wiodący pisarze powieści grozy m. in. Stephen King. 
Autor niezwykle dziś subtelnym i wyrafinowanym językiem przedstawia mrożące krew w żyłach opowiadania. Nie ma w nich miejsca na tanią sensację - lejące się hektolitry krwi i przewidywalnych bohaterów, tudzież bohaterki seksbomby. Postaci są raczej zagubione w otaczającym ich koszmarze i ogromie nieznanego – obcej kultury, wiary czy formy życia. W każdym z opowiadań autor znajduje czas i miejsce na budowanie tła akcji i niezwykle sugestywne opisy architektury. W opisywanych przypadkach można doszukać się odbicia osobowości i poglądów samego Lovecrafta adekwatnych do czasów mu współczesnych – problemy obcych czyli fali imigrantów zalewających Amerykę końca XIX w., czy ogromnego postępu nauki, który niektórych przerażał.
Zaskakuje jak bogatym językiem można przedstawić przerażające historie jednocześnie nie zbliżając się ani na krok do kiczu i tandety, omijając z daleka opisy przemocy fizycznej, a nawet jakiekolwiek wzmianki o erotyzmie bohaterów.
Chciałabym zachęcić do przeczytania tego zbioru opowiadań nie tylko fanów fantastyki i powieści grozy. Dla osób nie czytających tego gatunku będzie to miła odskocznia w fantastyczne przestrzenie i przyjemne spotkanie z bardzo inteligentnym autorem, a dla wytrawnych czytelników fantastyki oprócz niewątpliwej przyjemności czytania niezła zabawa w wyszukiwanie tematów powtarzanych i rozwijanych przez wielu pisarzy.


Świetny skandynawski kryminał. Z naciskiem na skandynawski - zbrodnia występuje tu oczywiście w roli głównej, ale ważne - a niejednokrotnie ważniejsze są wątki społeczne. W księżniczce z lodu autorka świetnie przedstawiła różnice obyczajowe jakie zaszły w szwedzkim społeczeństwie w trakcie jednego pokolenia. Sposób rozwiązywania problemów rodzinnych, ukrywanie "brudów" za wszelką cenę i nieliczenie się z uczuciami dzieci jest przerażające dla współczesnych 30-40 latków, a zupełnie normalne dla ich rodziców. 
Analiza małomiasteczkowej społeczności, trzymający w napięciu do ostatniej strony kryminał, do tego pełnokrwiste postaci, niektóre budzące autentyczną odrazę - polecam z jednym ostrzeżeniem: nie można się oderwać!



Sięgnęłam po tę niewielką książkę skuszona smakowitym wstępem Stephena Kinga, choć lata fascynacji tym autorem mam już za sobą. Historia pewnej poduszki w mieście Providence jest wystarczającym zaproszeniem do poznania tytułowej postaci.
Dzięki Michelowi Houellebecq'owi poznajemy postać powściągliwego dżentelmena o bardzo skrystalizowanych i kontrowersyjnych poglądach. Autor przedstawia osobę hołdującą zasadom epoki wiktoriańskiej z jej niezgodą na powszechne dzisiaj dążenie do sukcesu materialnego, rozmowy o finansach i ujawnianie swoich uczuć. Podejście bohatera do życia najlepiej obrazuje cytat "Życie jest okropne i tajemnicze, nadzwyczaj rzadko mamy okazję ujrzeć cienie prawdy, skrywane za zasłoną różnorodnych cieni i iluzji - a kiedy to nastąpi życie wydaje nam się po stokroć straszniejsze". 
Nie znam twórczości H.P. Lovecrafta, ale po przeczytaniu eseju myślę, że jestem gotowa na spotkanie z tym niewątpliwie fascynującym i przerażającym pisarzem.


Poprzez losy noblisty poznajemy rzeczywistość Chin od lat 70-tych XX w. do początków XXI w. Prześladowany od lat szkolnych dziwnym pechem, autor brnie przez rzeczywistość trochę pod prąd. Ciągle próbując sprostać wymaganiom obowiązujących idei, przypadek jednak stawia go zawsze w innym położeniu do którego dążył i o którym marzył. 
Wyrzucony ze szkoły podstawowej, marzy o karierze pisarza. Żeby jednak zadośćuczynić oczekiwaniom rodziców zgłasza się do wojska, gdzie dostaje się, ale dopiero za … trzecim razem. Kiedy z rozkazu przełożonych ma zdawać egzaminy na wyższą uczelnię „obowiązki zastępcy dowódcy plutonu przejął tymczasowo siedemdziesięciosiedmioletni żołnierz.” Bohater nie ma jednak okazji sprawdzić się na egzaminie - jednostka wojskowa, w której służy traci przydział miejsc na uniwersytecie ...
Po wielu perturbacjach autor osiąga swój cel, po drodze wspaniale pokazując świat chińskiej ideologii, która jednostkę traktuje jak trybik w ogromnej maszynie podlegający bezproblemowej wymianie. Kiedy kierunek ideologii ulega zmianie władze porzucają rozpoczęte działania nie bacząc na dezorganizację pracy i życia ludzi w nie zaangażowanych.
Wnikliwa i bezlitosna obserwacja jest cechą charakterystyczną Mo Yan'a – jak pokazał rok 2012 wartą nagrody Nobla.



Duszna i ciężka książka, zarówno ze względu na rewelacyjnie opisany klimat jaki za względu na z góry przesądzony los bohatera. Wszystko i wszyscy z wysiłkiem egzystują i nie próbują nawet przebić się przez ograniczenia narzucone przez kulturę białych, przez wszechobecną dżunglę i własne słabości. Niemożność podjęcia walki z losem jest charakterystyczną cechą powieści Orwella, biorąc pod uwagę jego życiorys sam nie był osobą poddającą się losowi. Książka dobra, ale bardzo przygnębiająca - mimo to polecam :)






Wróciłam do serii "Kot,który ..." po paru ładnych latach - rok wydania 2008 :) Przygody byłego dziennikarza i jego dwóch uroczych syjamczyków są gratką dla wielbicieli klasycznego kryminału w stylu Agathy Christie, kto jednak nie jest z zamiłowania kociarzem może być troszkę znudzony. Główny bohater czerpie inspiracje do rozwiązywania zagadek z niezwykłego zachowania genialnego kocura Koko, kotka Yum-yum jest uroczym dodatkiem do męskiego duetu człowiek-kot. Dodatkowo każda z zagadek ma drugie dno lub tło o zabarwieniu prospołecznym. 
W tym tomie Qwilleran usiłuje ratować przed rozbiórką zabytkowy drapacz chmur, którego czas świetności przypadł na lata Wielkiego Kryzysu obecnie w stanie ruiny. Dom pełen jest niebanalnych osobistości - oczywiście w większości wielbicieli kotów :) Czy uda się uratować budynek i jaka krwawa tajemnica kryje się w apartamencie Qwillerana ? Książka lekka, czyta się ją jednym tchem - kociarze do lektury :))



Książkę przeczytałam jako trzecią Murakamiego po "1Q84" i "Ślepej wierzbie ...". Zwykle czytam szybko i nie odkładam książek, tu jednak było inaczej. Nie mogłam pogodzić się z niektórymi wydarzeniami, a inne musiałam po prostu przetrawić. Przypadek bohatera żyjące równolegle w dwóch światach rzeczywistym i w świecie własnej świadomości prześladuje mnie od zawsze. Perypetie bohatera, czy może dwóch bohaterów są mi szczególnie bliskie - czy kierować się sercem czy rozumem i czy na cokolwiek co nas spotyka mamy wpływ ? Czy to rzeczywistość czy tylko wyobrażenie o niej ? Przerażająco przystająca do "zwykłego życia" książka, niebezpieczna bo otwiera nam oczy na to co może niekoniecznie chcielibyśmy zobaczyć a czego już na pewno nie jesteśmy w stanie zrozumieć.



Najsmutniejsza z książek Murakamiego, jakie do tej pory czytałam.

Książka o poszukiwaniu własnego ja w świecie pełnym ludzi. O samotności w tłumie i nieakceptowaniu powszechnie przyjętych zachowań. Autor przedstawia obraz człowieka, który nie ma ochoty ani potrzeby dopasowywać się do obowiązujących norm społecznych. Nie czyni nikomu krzywdy, chce tylko żyć własnym życiem. Płaci za to cenę w postaci samotności i wyobcowania z ogółu, jednocześnie jednak poznaje ludzi, którzy cenią choć nie zawsze rozumieją jego postawę. Jednocześnie spotkane osoby okazują się także wyrzutkami (może należałoby powiedzieć wyrzutami) społecznymi i nie potrafią bądź nie chcą w tym społeczeństwie funkcjonować.
Poruszający miłości fizycznej stanowiącej ucieczkę od normalności i jedyne schronienie gdzie granice wyznaczają kochankowie, otwiera pytanie gdzie zaczyna się miłość i przyjaźń. 
Pozycja obowiązkowa dla wszystkich czujących się choć trochę poza normą oraz tych, którzy chcieliby uchylić rąbek tajemnicy zwanej normalnością.


Zaczęłam czytać trochę z sentymentu do Kazimierza, z trochę z ciekawości co napisała Maria Kuncewiczowa o Włoszech. Książka jest nierówna chwilami świetnie przekazuje ulotny klimat włoskich miast, niestety dużo w niej rozważań religijnych niespecjalnie ciekawych i zawiłych. Autorka miała talent do opisywania klimatu miejsc i charakteru ludzkiego, zwłaszcza jeżeli chodzi o wszelkie odmienności - dała temu wyraz w "Cudzoziemce". Warto przeczytać "Przeźrocza" przed wizytą w Rzymie i porównać wrażenia Autorki z rzeczywistością, przeprowadziłam ten eksperyment przed wizytą w Kazimierzu Dolnym - warto !



Jestem zawiedziona. Nie tego spodziewałam się po Pratchecie. Książka jest zwyczajnie nudna, jak na autora mało dowcipna i nie za bardzo zaskakująca. Bohater nie może się zdecydować czy jest bohaterem czy nie, postać dziewczyny-ducha ciekawsza, ale zestawienie arystokratycznych manier z prozą życia ludu wyspiarskiego to wszystko co wnosi do powieści. Miała być alternatywną historia ludzkości - wyszła przewidywalna baśń o oceanicznym raju. Odkładam na biblioteczną półkę bez żalu.





"Trylogia ..." jest moim pierwszym spotkaniem z Paulem Austerem i na pewno nie ostatnim. Książka ma dziwne hipnotyzujące tempo - nie ma akcji jako takiej, ale w żadnej chwili nie traci napięcia. Bohaterowie trzech opowiadań wplątują się z własnej woli w dziwne wydarzenia, które po jakimś czasie przejmują nad nimi kontrolę i są tak fascynujące, że porzucają swoje dotychczasowe życie i poddają się biegowi wydarzeń ( nieraz absurdalnemu ). Jedynie w ostatnim opowiadaniu "Zamknięty pokój" bohater walczy o swoje jestestwo do końca - czy wygra tego do końca nie wiemy. Chociaż trylogia ma w tytule Nowy Jork większą rolę w książce odgrywa miasto jako takie - pełne ulic, zapachów i ludzi, pozwalające na pełne zagubienie i wtopienie się w tło, w którym można żyć i być niezauważalnym dla innych. 
Książka nie należy do przyjemnych i łatwych, ale jest obowiązkowym punktem na półce każdego mieszczucha.


Zbiór wczesnych opowiadań wydawanych oddzielnie najczęściej w czasopismach s-f. Nie dajcie się zwieść słowu wstępu - opowiadania są perełkami. Każde z nich zaskakuje rozwojem sytuacji lub spojrzeniem na zagadnienia, które tak fascynowały Dicka - czas, przestrzeń, świadomość. Większość z nich mimo oprawy s-f w klimacie przypomina A.E. Poe, są mroczne a niebezpieczeństwo nadchodzi z niespodziewanej strony. Bohaterowie żyją we względnej stabilizacji są niespodziewanie rzucani w wir wydarzeń, które teoretycznie nie miały prawa się zdarzyć. Niektóre z pomysłów pojawiających się w opowiadaniach rozwiną się później w pełne powieści. Dla wielbicieli Philipa Dicka pozycja obowiązkowa.

Najgorsza książka jaką udało mi się przeczytać. Sięgnęłam po nią skuszona opisem "Japonia dla niezaawansowanych" - niestety książka nie nadaje się nawet dla zaawansowanych. Jest to zlepek ni to felietonów ni esejów różnych autorów, z których żaden nie jest w stanie przedstawić tematu w atrakcyjnej formie. Istnieje sztuczny podział na rozdziały, niestety w miarę brnięcia w głąb treści narasta chaos informacyjny i nie pomagają tu zupełnie kiepskie zdjęcia. Nie polecam - szkoda czasu.




Oliver Sacks jest jest neurologiem i psychiatrą - mało zachęcająca charakterystyka autora - a jednak. Sacks jest nie tylko lekarzem, ale także erudytą i wyjątkowym obserwatorem. Jak sam pisze, aby lepiej poznać pacjenta należy towarzyszyć mu w zwykłym życiu, a nie na szpitalnej sali. W książce przedstawia historie ludzi, którzy postrzegają świat inaczej niż my. Poznajemy więc ludzi z autyzmem i zespołem Tourette, nie przez pryzmat ich choroby, ale poprzez ich odczuwanie, widzenie, słyszenie. Pasjonująca książka, nie rażąca nadmiarem terminów medycznych, bardzo ludzka, chwilami zabawna, a chwilami smutna - pokazująca nam "normalnym", że każdy człowiek jest inny ani gorszy ani lepszy.

Ta książka powinna znaleźć się w kanonie lektur nie tylko szkolnych, powinien przeczytać ją każdy malkontent, nadęty patriota i zadufany w sobie nacjonalista. Mariusz Szczygieł pisze o Czechach bez idealizowania, przedstawia nam naród nie bohaterów a ludzi czerpiących z życia, ceniących chwilę obecną, nie czekających na mannę z nieba. Ludzi, których bohaterem jest wymyślona postać wynalazcy i dramaturga Jary Cimrmana i którzy pytani o to jak mogą wierzyć w kogoś, kto nie istnieje, odpowiadają : ale to zupełnie tak jak u was w katolickiej Polsce, prawda ?



Historia podróży w przyszłość pisana jeszcze w XIX w., z charakterystycznymi dla tego okresu obawami : podziałami społecznymi i wpływem rozwoju przemysłu na przyszłość ludzkości. Bohater jest na wskroś ludzki, ze swoimi wadami i słabościami, ale też ze zmysłem praktycznym, który pomaga w krytycznych sytuacjach - nie ma w nim jednak nic z Supermena - czym zaskarbia sobie sympatię czytelnika. Rzecz jest krótka i zwarta, bez dłużyzn. Pozycja nie obowiązkowa, ale warta przeczytania.




Kawałek dobrej sensacyjnej prozy. Założenie książki opiera się na starej dobrej zasadzie : najpierw trzęsienie ziemi, a potem akcja rośnie. Historię ataku robotów odkrywa przed czytelnikiem bohater - nie główny, ale najważniejszy. Retrospekcja wydarzeń przedstawiona jest w formie pojedynczych zapisów na dysku komputera, odsłaniając stopniowo kolejność wydarzeń. Nie doszukiwałabym się tu drugiego dna, tajemniczych metafor i odniesień do współczesnego świata. Jest to dobra, trzymająca w napięciu i ciekawie napisana sensacja. Polecam.



Paul Auster jest mistrzem w przedstawianiu ludzkich uczuć i emocji. W "Szaleństwach Brooklynu" gama emocji waha się od zawiści, poprzez fanatyzm religijny do bezinteresownej miłości. Bohater jest pełen wad, wątpliwości i niezbyt młody, a na swojej drodze spotyka ludzi dalekich od ideału. W powietrzu wiszą niedomówienia, rozterki i większe i mniejsze kłamstwa.
Niebagatelną rolę odgrywają tu marzenia - w ich spełnieniu pomaga ślepy los, a one nigdy nie wyglądają jak w naszych głowach.
"Szaleństwa ... " to historia ludzi zagubionych, którzy szczęśliwym trafem ( i z niewielką pomocą bohatera ) odnajdują swoje miejsce na ziemi i jest nim Brooklyn.







Naprawdę nie oczekiwałam wiele. Zgodnie z opisem na ostatniej stronie okładki miało być dużo akcji, przemierzanie konnych szlaków z tajemniczymi szczątkami w tle. Liczyłam więc na przyjemną lekturę na jeden wieczór. Niestety, było bardzo nudno głównie z powodu rwącej się akcji. Bohaterów nie jestem w stanie zliczyć, co rozdział pojawia się ktoś nowy tylko po to by za chwilę zniknąć w mroku dziejów. No i język. Jeżeli w książce, której akcja rozgrywa się podczas pobytu Zakonu Krzyżackiego w Polsce bohater ma "nagrane" spotkanie, to ja tę książkę odkładam z niesmakiem. Nie polecam.