niedziela, 1 grudnia 2013

Najbardziej mokra masa krytyczna i rozgrzewający pokaz zdjęć

Listopadowa masa krytyczna była najbardziej ekstremalną w jakiej udało mi się brać udział. Zaczęło się niewinnie - drobna mżawka nie jest przecież w stanie odstraszyć prawdziwych rowerzystów od udziału w masie i wsparcia potrzebujących. Tym razem oprócz plastikowych nakrętek dla Adriana, zbieraliśmy produkty dla wybranej rodziny w ramach Szlachetnej Paczki.


Na placu Lotników zebrało się ok. 40 nieustraszonych rowerzystów.


Punkt zbiórki Szlachetnej Paczki tworzonej przez rowerzystów cieszył się sporym powodzeniem.


Dary dla potrzebujących i nakrętki dla Adriana koordynowała jak zawsze uśmiechnięta Joanna, która tym razem wystąpiła także w roli organizatora wieczornego pokazu slajdów. 


Zanim jednak dojedziemy na pokaz, czeka nas próba wody czyli przejazd przez mokre miasto. Rowery obowiązkowo oświetlone zgodnie z masowym hasłem "Świeć przykładem".


Odprawa bojowa.


Ostatnie wskazówki taktyczne i kontrola oświetlenia.


W końcu ruszamy, jest mokro, mżawka zacina z listopadowym uporem. Jezdnie są śliskie, musimy bardzo uważać szczególnie na torowiskach, których nierówności giną w kałużach. Tworzymy zwarty i zdyscyplinowany peleton. Mam wrażenie, że tym razem grupa składała się z osób mających doświadczenie w jeździe miejskimi ulicami. W przeciwieństwie do kierowców, którzy poganiali nas i usiłowali przerwać peleton.


Deszcz pada coraz mocniej, wzmaga się wiatr, jesteśmy zupełnie mokrzy i wzbudzamy coraz większe zainteresowanie wśród pieszych i kierowców. Jeden z prowadzących był tak zaskoczony widokiem rowerów w deszczu, że zahamował na zderzaku stojącego przed nim samochodu.


W połowie trasy rozpętała się regularna ulewa. Wspólnie przemoczeni i zziębnięci dojeżdżamy do mety masy i ruszamy do domu przebrać się w cokolwiek suchego i zdążyć do Starej Komendy na pokaz slajdów z Rajdu przez Polskę dla polskich hospicjów prowadzonego przez naszą Ewę.


Zdążyliśmy w ostatniej chwili. Oficjalne wprowadzenie do pokazu w wykonaniu Joanny przybliżyło nie zorientowanym działalność Fundacji Babci Aliny i jej wkład w pomoc polskim hospicjom. 


Ewa jako jedyna szczecinianka pokonała wyczerpującą trasę rajdu i mogła nam dzisiaj opowiedzieć o trudnościach i wyzwaniach jakie niosło ze sobą uczestnictwo. Ważniejsze jednak od bólu mięśni i obtarć piątego punktu podparcia były wizyty w hospicjach leżących na trasie rajdu. Poruszające spotkania z prowadzącymi i pensjonariuszami, przekazywanie darów potrzebującym nawet najbardziej podstawowego wyposażenia czy po prostu środków opatrunkowych były istotą rajdu. To właśnie sens rajdu przedstawiła nam Ewa podczas wieczornego pokazu. Jazda rowerem, która sprawia tyle radości może służyć także potrzebującym


Ogromnym sukcesem Ewy jest zaproszenie organizatorów rajdu do Szczecina i zmiana trasy, która do tej pory biegła raczej wschodnią częścią naszego kraju. Po raz pierwszy w historii rajd wystartuje ze Szczecina 14 czerwca, a meta znajdzie się w Krakowie 22 czerwca 2014 roku. Na znanym portalu społecznościowym jest utworzone wydarzenie gdzie można znaleźć wszystkie informacje. Zaproszenie jest otwarte także dla amatorów, istnieje możliwość przejechania tylko jednego etapu lub tylko fragmentu np do przerwy technicznej - zapraszam do zaglądania na stronę wydarzenia i do udziału !


W spotkaniu uczestniczyła przedstawicielka Zachodniopomorskiego Hospicjum dla Dzieci i Dorosłych, które jako pierwsze zgłosiło chęć skorzystania z pomocy Fundacji babci Aliny, czym przyczyniło się do ustalenia Szczecina przyszłorocznym punktem startowym.


Już na luzie. Najprzyjemniejsza część wieczoru - czyli rozmowy w kuluarach. 


Na zakończenie dyplom naszej Ewy i kalendarz, będący kolejnym sukcesem bohaterki wieczoru. 

Ewo, dziękujemy !