poniedziałek, 5 listopada 2012

Słońce, błoto i Wodozbiór

Ostatni dzień długiego listopadowego weekendu. I to jaki - piękne słońce, dobra widoczność i nie zamarzam wychodząc z domu.
Czasu jak zawsze mało, dzisiaj więc wybieramy się w stronę Wzgórz Warszewskich, naszym celem jest "Wodozbiór" - zespół przyrodniczo-krajobrazowy. Jedziemy w kierunku ul. Arkońskiej przecinając stare Pogodno. Przy ul. Wincentego Pola zatrzymują nas takie oto perełki. Trzy domy, każdy w innym charakterze, a jednak pasują do miejsca  i do siebie nawzajem - a to już duża sztuka.


Dom pierwszy. Najmniejszy i najbardziej urokliwy. Parterowy, murowany z dawnym budynkiem gospodarczym ( warsztat ? ) w konstrukcji szachulcowej. Na swój własny użytek klimat, jaki stwarzają tego typu domy nazywam kazimierskim ( od Kazimierza nad Wisłą - kto był ten wie dlaczego, a kto nie był niech żałuje ).


Dom drugi. Średni gabarytem, niestety w najgorszym stanie. Drewniana elewacja jest wypłowiała, ale z zachowanymi zdobieniami podkreślającymi kondygnacje i przepięknym gankiem. Zawsze przywołuje wyobrażenie rosyjskiej XIX wiecznej wsi, trochę melancholijnej i trochę zaniedbanej.


Dom trzeci. Największy i najokazalszy z całej trójki. Zadbany, z drewnianą ciemną elewacją, drobnym podziałem okiennym i pięknymi zielonymi okiennicami wygląda jak żywcem wyjęty z karkonoskiego uzdrowiska.


Rozstajemy się z Pogodnem i nowiutką ścieżką rowerową, wzdłuż ul. Arkońskiej nieuchronnie zbliżamy się do pokonania wzniesień Wzgórz Warszewskich. Pniemy się pod górę fragmentem obwodnicy śródmiejskiej, niedługo jednak po przecięciu skrzyżowania z ul. Rostocką ulica i ścieżka urywają się, i zostajemy w polu. 
Kierujemy się dalej na północ. Nawierzchnia jest fatalna, głównie za sprawą samochodów ciężarowych dojeżdżających na pobliskie budowy. Listopadowe kolory są bure, ale przydrożne częściowo obumarłe drzewa stanowią niesamowite akcenty w  jednolitym krajobrazie.


Niestety nawierzchnia robi się coraz gorsza, skończył się bruk zaczęło się błoto.


Jesteśmy po kolana w błocie, gdyby nie błotniki bylibyśmy po pachy :)  
Wjeżdżamy na żółty szlak pieszy - zwany szlakiem Gocławskim - i taplamy się w kierunku wieży widokowej przy Wodozbiorze.


Po krótkich poszukiwaniach znajdujemy najpierw budowlaną tablicę informacyjną, potem wkraczamy, a raczej brniemy w piachu przez plac budowy i już jesteśmy na miejscu. 



Widoki rekompensują taplanie się i brnięcie. Dziwię się, że jest to tak mało znane miejsce - byłam tu po raz pierwszy i nigdy wcześniej o Wodozbiorze nie słyszałam. Widoki są porównywalne jak w rezerwacie Świdwie, oczywiście na dużo mniejszą skalę. Podejrzewam, że w sezonie nie brakuje tu także ptactwa wodnego, jest więc co obserwować i czego nasłuchiwać. 


Widok na Wysoki Staw.  Jest to ważne miejsce dla historii miasta - Wysoki Staw zasilał w wodę fontannę na placu Orła Białego od czasu jej powstania w 1732 roku oraz stanowił źródło wody pitnej dla części Szczecina.


Z wieży nasz wzrok przyciąga szpaler martwych brzóz. 
Schodzimy z wysokości i wracamy w kierunku ul. Podbórzańskiej. Mijamy spacerowiczów i niestety psy biegające luzem. Jakiekolwiek próby zwrócenia uwagi, że jesteśmy w lesie, że  niektórzy to się psów boją, kończą się wiecznym "ale on nie gryzie". Szkoda strzępić języka. 


Bliżej ul. Podbórzańskiej natrafiamy na jeszcze jeden staw, bardzo tajemniczy i urokliwy. W jego odbiciu nawet listopadowa jesień wydawała się bardziej kolorowa.


Na brzegu można spotkać tubylców.


Wracając skręcamy z ul. Podbórzańskiej i oglądamy pomnik upamiętniający poległych podczas I wojny światowej członków Związku Gimnastycznego i Sportowego Szczecin-Drzetowo.