niedziela, 1 czerwca 2014

Miejscowe niespodzianki.

Okolice Szczecina nieustannie inspirujące. Za dzisiejszy cel obieramy ośrodek edukacyjny w Zalesiu, do którego mimo niewielkiej odległości nigdy nie udało nam się dotrzeć.


Wyjeżdżamy z miasta w kierunku Tanowa, ale zjeżdżamy ze ścieżki i  przez Bartoszewo kierujemy się w kierunku Grzepnicy.


Wieś wita nas sielskim widokiem tradycyjnych zagród. Grzepnica przed II wojną światową należała do Wilhelma Lunse - pozostałości dawnej wsi widać m.in. w charakterystycznych domach robotników wiejskich. I nie jest to jedyny ślad przeszłości.


Kierując się w stronę jeziora Świdwie, w głębi wsi przykuwa naszą uwagę ruina budynku spichlerza. Miejsce w gminnej ewidencji zabytków nie uchroniło go przed popadnięciem w ruinę. Są domy pracowników, jest spichlerz - gdzie dwór ?


Pozornie dworu ani śladu. W pobliżu spichlerza położony jest budynek mieszkalny z PGR-owską przeszłością. Coś jednak nie pasuje do wizerunku Państwowego Gospodarstwa Rolnego ... 


I rzeczywiście - tak wyglądał dwór posiadłości Armenheim w latach swojej świetności.


Bardzo smutna historia, nie jedyna w maleńkich wsiach polskich. Dawną świetność przypomina brukowana droga i dwa słupy nieistniejącej bramy.


Opuszczamy bogatą w historię Grzepnicę i drogą wśród pól jedziemy w kierunku jeziora Świdwie i wsi Węgornik. 


Po drodze zatrzymuje nas polana porostów zagubiona wśród łąk. 


 Polana porostów okazuje się pełna życia.


Opędzając się od wszędobylskich much dojeżdżamy do mostku nad Gunicą. 


Chcąc sobie skrócić drogę w kierunku Zalesia wybieramy nieoznakowaną drogę leśną ...


... która niestety kończy się polaną z myśliwską amboną. 


Dzisiaj niestety musimy wracać, ale my to Zalesie jeszcze odkryjemy.