Żegnamy Włocławek bez zbędnych sentymentów. Dzisiaj czeka nas trasa do Torunia, w perspektywie mamy jeden dzień wolny i pierwsze spotkanie z menonitami.
Najpierw jednak zjeżdżamy nad Wisłę. Bulwary włocławskie są nieciekawe - nie to co nasze szczecińskie :) kierujemy się więc w najstarsza cześć miasta.
Stary Rynek częściowo odremontowany, niestety czas w bocznych uliczkach zatrzymał się, co dla kamieniczek oznacza brak remontów, dla mieszkańców fatalne warunki a dla nas mało komfortowy przejazd.
Ostatni rzut oka na Wisłę i w drogę.
Trzymamy się wyznaczonej na mapie Wiślańskiej Trasy Rowerowej. Niestety próżno szukać tu wydzielonych dróg rowerowych, najbardziej komfortowe jak do tej pory są leśne drogi pożarowe.
Las w tym regionie stanowi sosna na piaskowym podłożu co przy dzisiejszym upale pachnie i kojarzy się pasem nadmorskim.
Niestety po jakimś czasie droga zmienia się w piach i jazda staje się koszmarem.
Dopiero w miejscowości Stary Bógpomoż droga zmienia się z nowy w asfalt. Tu także spotykamy pierwsze pozostałości po domach menonitów i możemy oglądać resztki ich cmentarza.
Upał jest niemiłosierny.
Chwila wytchnienia w cieniu.
Na lewy brzeg przeprawimy się w Nieszawie.
Wiezie nas niewielki pełen uroku prom bocznokołowy.
Nieszawa jest zwana miastem wędrującym z powodu trzykrotnie zmiany lokacji. Dzisiaj jest przedziwnym miejscem - jakby wymarłym i opuszczonym przez swoich mieszkańców.
Nie ma tu właściwie nic oprócz urokliwej zabudowy i ciszy.
Zmęczeni docieramy do Ciechocinka gdzie gwar uzdrowiska miesza się że wszedobylską muzyką.
Chwilą wytchnienia w tężni pomaga nam podjąć decyzję o wsparciu kolei. Jedziemy do Aleksandrowa Kujawskiego i ostatni etap trasy do Torunia pokonamy pociągiem.
Dworzec w Aleksandrowie piękny i zupełnie zapuszczony jak wiele takich obiektów w Polsce. Obawiam się, że czeka go rozbiórka, a nie generalny remont.
Chwila napięcia - jaki przyjedzie skład - czy musimy odpinać bagaże czy uda nam się wsiąść za jednym zamachem.
Jutro zwiedzamy piernikowe miasto Kopernika.