Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skolwin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skolwin. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 czerwca 2016

nie wyjeżdżając z miasta (prawie)


Połowa czerwca a lipy już odurzają swoim zapachem. Szczecin może poszczycić się przepięknymi alejami lipowymi, które oprócz zapachu, oferują ludziom cień, a zapylaczom słodki posiłek. 


Ulica Niemierzyńska po remoncie.
Jakoś tak chyba w związku ze zbliżającymi się wakacjami ciągnie nas nad wodę, a że poszukujemy tej płynącej, zmierzamy z dzielnicy Zachód w kierunku dzielnicy Północ. Swoją drogą szkoda starych nazw polskich i jeszcze niemieckich, które dzieliły miasto na niewielkie obszary, a pozwalały na identyfikację mieszkańcom. Niegdysiejsze Pogodno zawierało w sobie miedzy innymi przedwojenny Schonau, Ackermannshoche i Braunsfelde w którym mieszkam. 


Jedziemy więc miastem, jego - całe szczęście - zapomnianymi fragmentami, popadłe w niepamięć enklawy ogródków działkowych przecież to również zielone płuca Szczecina. Oby nie padły łupem drapieżnego kapitalizmu lub urzędniczej niemocy.


Ulica Franciszka Ksawerego Druckiego-Lubeckiego. 
Dlaczego tak szeroka - i obsadzona szpalerem lip - aleja jest ślepa? Jej przedłużenie stanowiłoby świetny element trasy z północ - zachód. 



Ulica Ludowa.
Tu jedna z niewielu w Szczecinie linii tramwajowych prowadzonych po stromych ulicach prowadzących w kierunku Odry. Po wypadku do jakiego doszło w 1967 roku, najbardziej pochyłe i kręte torowisko prowadzone nieistniejącą już ul. Wyszaka zostało zlikwidowane - więc takie widoki jak ten należą dziś do rzadkości.


Ul. Most Brdowski.


Nowiutki most Brdowski, otwarty dla szarego człowieka.


Największa suwnica w Europie pracuje niestrudzenie, montaż elementów elektrowni wiatrowych robi wrażenie.


Poszerzony tor Odry na przeciw pochylni dawnej stoczni Vulcan to pozostałość problemów z wodowaniem czterofajkowców, które nie mieściły się w nurcie rzeki. To jedna ze szczecińskich zapomnianych historii - zainteresowanych odsyłam do Sekretów Szczecina 2 Romana Czejarka.


Gąszcz.


Ul. Lipowa.
Teraz już na północ- wzdłuż torów, które mam nadzieję wrócą we władanie przewozów osobowych. 





Zapomniane.


Wspinamy się pod górę w kierunku skolwińskiego kościoła.


Rzut oka na domy pamiętające wiejski rodowód Skolwina.


To gdzie my właściwie jesteśmy? Oprócz tego, że w mieście. 


Miejskie drogi bywają wyzwaniem dla rowerzystów.


Widok na prawy brzeg rekompensuje stromy skolwiński podjazd.


Przeżuwacze delektują się nieużytkiem, bezwietrznym popołudniem i słodką nieświadomością granic administracyjnych .


Takie zwykłe bajoro tuż za Przęsocinem. Proszę jednak wyobrazić sobie żabi chór we wszystkich gamach i zapach kwitnącej łąki.


Kierunek zachód.
Przed nami trochę błota i z górki do domu.


niedziela, 14 czerwca 2015

podziwiane i zapomniane


Szczecin przeżywa kolejny finał regat i oblężenie fantastycznych i malowniczych żaglowców cumujących przy miejskich nabrzeżach. Mimo, że pogoda nie dopisała, Wały Chrobrego przeżywają prawdziwe oblężenie.


Niestety jak zawsze przy okazji świętowania, nad rzeką rozwija się mnóstwo karuzeli, budek z pajdą chleba i ogródków piwnych. Nie ma w tym oczywiście nic złego poza tym, że każda z tych rzeczy emituje niebotyczny poziom decybeli oraz duszące zapachy. Jednym słowem cyrk - jego fotoalbum tutaj.


Jedno z sympatyczniejszych miejsc na bulwarach - plaża przy OKSUPER.


Szczecinianie w ten weekend przypominają sobie, że mieszkają w mieście portowym, ale zapominają, że mieszkają w mieście stoczni i dzielnic nadrzecznych.


Zostawiamy więc za sobą żeglarskie atrakcje i ruszamy na północ. 


W tarasowe, zaniedbane i niechętnie odwiedzane dzielnice: Grabowo, Golęcino, Stołczyn.


Do dziś widoczne czasy minionej świetności, kiedy nadodrzańskie dzielnice stanowiły atrakcyjne miejsce na mapie miasta, a bliskość wody była magnesem, a nie przeszkodą.


Niestety wszelkie próby przywrócenia północnych dzielnic miastu kończą się fiaskiem, jak widoczny w tle budynek olejarni, która miała stać się szkołą baletową i centrum kulturalnym. Jednak bez wsparcia władz, Fundacja Balet, która walczyła o przywrócenie świetności przepięknemu budynkowi poddała się, a budynek popada w dalszą ruinę.


Jedziemy cokolwiek nierówną, lecz bardzo malowniczą ul. Strzałowską, która w dalszym swoim biegu zmienia się w Światowida, Lipową, i Nad Odrą .



Jesteśmy wciąż w granicach miasta, a znaleźć tu można takie zakątki.


Uliczki położone po wschodniej stronie prowadzą wprost na brzeg rzeki.



Położone blisko rzeki i skomunikowane linią tramwajową dzielnice były miejscem, gdzie przedwojenni mieszkańcy miasta chętnie spędzali dni wolne i święta.



Jedną z wciąż funkcjonujących pamiątek minionej świetności jest restauracja jachtowa, której modernistyczna bryła jednoznacznie świadczy o czasie powstania.  


Po zachodniej stronie uliczki zakończone ścianą zarośniętego, stromego zbocza przywodzą na myśl raczej Góry Izerskie niż miasto położone na rozległej nizinie.


Przecinamy linię kolejową prowadzącą w kierunku Polic i dziś wykorzystywaną tylko przez pociągi towarowe, i powoli rozpoczynamy wspinaczkę w kierunku Wzgórz Warszewskich.


Architektura zmieniła skalę, minęliśmy pętlę tramwajową i teraz znajdujemy się na  prawdziwych przedmieściach. 


Niepostrzeżenie pokonujemy spore przewyższenie i odwracając się widzimy dachy mijanych przed chwilą domów. 


W nagrodę oglądamy rozległą panoramę koryta Odry ...


... i przyłapujemy uciekinierów z wielkich regat.


Wzgórza Warszewskie i Wodozbiór witają nas coraz silniejszą mżawką, korzystamy więc z różnicy wzniesień i z górki pędzimy do domu.