niedziela, 9 lipca 2017

Cisza po burzy dzień 2.

Wczesna pobudka po wczorajszych wojażach co poniektórych wyprowadza z równowagi.  W związku z czym planowany poranny wyjazd do Elbląga zamienia się w poranną kawę z widokiem. 


Zaczyna padać a my przy kawie mamy chwilę żeby pomyśleć i poszkicować. I to jest to mogłabym robić nie tylko podczas wakacji. 


Ale nawet w wakacje podjęte plany trzeba realizować. Ostatni rzut oka na wspaniały imponujący zamek i kościół klasztorny z ośmiometrową figurą Marii, pokrytą mozaika ze szkła weneckiego.


Ponieważ Malbork był jedynie przystankiem w naszym wakacyjnym planie, ponownie czeka nas podróż koleją do właściwego początku podróży czyli Elbląga. 


Do Elbląga dojeżdżamy w 20 minut wysłużonym pociągiem regionalnym. Również bez miejsc dedykowanych rowerom, ale nie dość że nikomu nie przeszkadzamy - a nie jesteśmy pierwszymi rowerzystami - to mamy nawet składane krzesełka do dyspozycji.
Na miejscu rozbijamy się na uroczym campingu nad samym Elblągiem i ruszamy w miasto.


Stare miasto o klimacie małego Gdańska z urokliwą Ścieżką Kościelną - miniaturową uliczką prowadzącą w kierunku katedry. Kolejna nieznan atrakcja, która mogłaby stać się elbląską Złotą Uliczką.


Stare miasto jest sukcesywnie odbudowywane ze zniszczeń wojennych od lat 90-tych XX w. Zabawnie niejednorodne trzyma się historycznych podziałów i form.



W jednym z dawnym kościołów mieści się Centrum Sztuki, a cały Elbląg usiany jest różnymi formami przestrzennymi. Jest to pokłosie organizowanych tu od lat 60-tych XX w. biennale rzeźbiarskich. 


Spacer przerywa nam groźnie wygadająca i błyskawicznie nadciagająca burza. Ulewa i grzmoty nie trwają nawet 5 minut, skłaniają nas jednak do powrotu.


Po drodze juz poza Starym Miastem znaleźć można takie PRLowskie smaczki.


Nowy namiot dał radę nawałnicy.


Wieczór nad Elblągiem spędzamy w towarzystwie kaczej rodziny.
Jutro rozpoczynamy właściwą wyprawę - kierunek Frombork.