wtorek, 11 lipca 2017

Wciąż pod górkę

Za nami pierwsza noc po dniu jazdy  - kolana wytrzymały. Jesteśmy trochę zmięci, ale siły na zwiedzanie jeszcze są.


Odwiedzamy więc fromborski zespół katedralny. Zwieńczenia wieżyczek nadają tej dość przysadzistej budowli sporo lekkości. Samo wnętrze katedry jest połączeniem monumentalnego gotyku z bogactwem baroku - przy każdym filarze stoi ołtarz, a przy jednym z nich można znaleźć pochówek Mikołaja Kopernika. 


Będąca jednym z elementów zespołu wieża Radziejowskiego udostępniona jest jako galeria i punkt widokowy. Wewnątrz schody, które co mniej odpornych mogą przyprawić o dreszcze.


Żegnamy Frombork i wyruszamy w kierunku Małej Pasłęki i Braniewa, tak jak prowadzi szlak.


Mimo prognoz jest bardzo gorąco,  nawierzchnia jest fatalna, a zachwycająca roślinność dzisiaj chłoszcze nas po nogach i przyciąga mnóstwo owadów, które nie wiedzieć czemu za punkt honoru przyjęły sobie oblegane naszych twarzy.


Ostry żwir i obciążony rower równa się przebitka dętka.


Równolegle do wyznaczonego szlaku biegnie droga wzdłuż wałów, którą jeżdżą samochody i miejscowi rowerzyści. W tym miejscu składam pierwsze gratulacje twórcom szlaku - rozumiem że żaden z nich w życiu tędy z obciążeniem nie jechał.


Mijamy Braniewo, przedziwne miasteczko, głośne od ruchu tranzytowego, na wjeździe wita podróżnych barokowy kościółek - rzecz rzadka na tych terenach, za to z ceglaną elewacją, w centrum imponujący kościół halowy - odbudowany właściwie od zera, a na wyjeździe zabudowa przypominająca śląskie familoki.


 Z ulgą pożegnaliśmy Braniewo i przywitaliśmy polne drogi.


Niestety, żwirowe co skutkuje kolejną wymianą dętki. Zostajemy więc bez dętek za to z zapasem łatek. 


Zbliżając się do Pieniężna, znowu spotykamy linię kolejową, tym razem czynną.


Słońce coraz niżej, a my jedziemy i jedziemy ...


W końcu docieramy na miejsce. Już za Pieniężnem, znajdujemy niewielkie prywatne pole namiotowe - co prawda, nie jest to Horyniec, ale póki co w tym roku plasuje się na pierwszym miejscu. 
W nocy mamy chrzest nowego namiotu - najpierw tylko pada, potem nadciąga burza i prawdziwa nawałnica - namiot wytrzymuje i my śpimy w spokoju.