poniedziałek, 22 czerwca 2015

święto cykliczne 2015


To już szóste szczecińskie, a nasze czwarte Święto cykliczne czyli największy szczeciński przejazd rowerowy. W tym roku pod patronatem wieszcza Adama.


Już tradycyjnie atrakcją dla uczestników jest szansa wygrania roweru - w tym roku klasycznej damki. Każda z numerowanych szprychówek to jeden los na rowerowej loterii.


Pogoda nie rozpieszcza, po chłodnym i deszczowym poranku szczególnym zainteresowaniem cieszy się kawa wprost z rowerowego ekspresu Caferower.


Były też kolorowe słodycze ...


... i bajeczna sceneria.


Wśród rowerowego towarzystwa, było nie było przygotowującego się do miejskiego przejazdu, brakowało rowerzystów miejskich. Większość uczestników w strojach sportowych przygotowana była jak gdyby do dalszej wyprawy. O ile rowerzyści przyjeżdżający do Szczecina z okolicznych miejscowości, byli ubrani po prostu odpowiednio, o tyle miejscowych rowerzystów w "cywilu" było jak na lekarstwo.
Tak więc tym razem starałam się wyłowić z morza uczestników tych, co z miastem są za pan brat.


Tłum formuje się w peleton i odbiera szprychówki.


W zdecydowanej przewadze były rowery typu cruiser. Ten seledynowy miał wyjątkowo  gęsto zaplecione szprychy co w trakcie jazdy dawało bardzo ciekawy efekt.


Były składaki o wyjątkowo małych kołach - dawały radę.


Klasyczne damki w decydowanej mniejszości - czy to moda czy przyczyną było czekające nas spore wzniesienie?


Sakwy są ważne i dobrze gdy kolorystycznie dopełniają strój rowerzysty.


Przedsmak wzniesienia - ul. Szczanieckiej.


Prawdziwy mieszczuch byle wzniesień się nie boi. Jak dziwnie prowadzona jest ta linka do przerzutki ...


Przed nami ul. Wilcza. W normalnym ruchu nie ma tu szans na jazdę rowerem.


Cruiser w kwiatki,


czarny ...


... i znowu w kwiatki.


Żółty rower i tyle radości :)


Biało-bordowy daje radę.


Przystanek przed zjazdem, w oczekiwaniu na ogon peletonu.


Jak daleko da się zajechać wiekowym składakiem.


Można śmigać miejskimi ulicami ...  


... ale tylko gdy jest się stąd. Goście zza zachodniej granicy wyposażeni profesjonalnie, za nimi i przed nimi kawał drogi.


Rowery i tramwaje. Emisja spalin 0.


W śródmieściu aż gęsto od rowerów.


Każdy sposób jest dobry, tylko niektóre są mniej wygodne.


Aleja fontann w oblężeniu.


Ostre koło.


Złoty jest dobrym kolorem na rower.


I tym fioletowo-białym, zdecydowanie czekoladowym akcentem ogłaszam VI szczecińskie święto cykliczne za zakończone. Do zobaczenia za rok, więcej luzu i mniej spiny :)

niedziela, 14 czerwca 2015

podziwiane i zapomniane


Szczecin przeżywa kolejny finał regat i oblężenie fantastycznych i malowniczych żaglowców cumujących przy miejskich nabrzeżach. Mimo, że pogoda nie dopisała, Wały Chrobrego przeżywają prawdziwe oblężenie.


Niestety jak zawsze przy okazji świętowania, nad rzeką rozwija się mnóstwo karuzeli, budek z pajdą chleba i ogródków piwnych. Nie ma w tym oczywiście nic złego poza tym, że każda z tych rzeczy emituje niebotyczny poziom decybeli oraz duszące zapachy. Jednym słowem cyrk - jego fotoalbum tutaj.


Jedno z sympatyczniejszych miejsc na bulwarach - plaża przy OKSUPER.


Szczecinianie w ten weekend przypominają sobie, że mieszkają w mieście portowym, ale zapominają, że mieszkają w mieście stoczni i dzielnic nadrzecznych.


Zostawiamy więc za sobą żeglarskie atrakcje i ruszamy na północ. 


W tarasowe, zaniedbane i niechętnie odwiedzane dzielnice: Grabowo, Golęcino, Stołczyn.


Do dziś widoczne czasy minionej świetności, kiedy nadodrzańskie dzielnice stanowiły atrakcyjne miejsce na mapie miasta, a bliskość wody była magnesem, a nie przeszkodą.


Niestety wszelkie próby przywrócenia północnych dzielnic miastu kończą się fiaskiem, jak widoczny w tle budynek olejarni, która miała stać się szkołą baletową i centrum kulturalnym. Jednak bez wsparcia władz, Fundacja Balet, która walczyła o przywrócenie świetności przepięknemu budynkowi poddała się, a budynek popada w dalszą ruinę.


Jedziemy cokolwiek nierówną, lecz bardzo malowniczą ul. Strzałowską, która w dalszym swoim biegu zmienia się w Światowida, Lipową, i Nad Odrą .



Jesteśmy wciąż w granicach miasta, a znaleźć tu można takie zakątki.


Uliczki położone po wschodniej stronie prowadzą wprost na brzeg rzeki.



Położone blisko rzeki i skomunikowane linią tramwajową dzielnice były miejscem, gdzie przedwojenni mieszkańcy miasta chętnie spędzali dni wolne i święta.



Jedną z wciąż funkcjonujących pamiątek minionej świetności jest restauracja jachtowa, której modernistyczna bryła jednoznacznie świadczy o czasie powstania.  


Po zachodniej stronie uliczki zakończone ścianą zarośniętego, stromego zbocza przywodzą na myśl raczej Góry Izerskie niż miasto położone na rozległej nizinie.


Przecinamy linię kolejową prowadzącą w kierunku Polic i dziś wykorzystywaną tylko przez pociągi towarowe, i powoli rozpoczynamy wspinaczkę w kierunku Wzgórz Warszewskich.


Architektura zmieniła skalę, minęliśmy pętlę tramwajową i teraz znajdujemy się na  prawdziwych przedmieściach. 


Niepostrzeżenie pokonujemy spore przewyższenie i odwracając się widzimy dachy mijanych przed chwilą domów. 


W nagrodę oglądamy rozległą panoramę koryta Odry ...


... i przyłapujemy uciekinierów z wielkich regat.


Wzgórza Warszewskie i Wodozbiór witają nas coraz silniejszą mżawką, korzystamy więc z różnicy wzniesień i z górki pędzimy do domu. 

niedziela, 7 czerwca 2015

weekendowe miasto


Pierwszy upalny dzień tego roku to dobra okazja to odświeżenia starej przyjaźni. Dziś miasto podbija damka, od której zaczęła się moja dorosła przygoda z rowerem.


Wszystkie mieszczuchy odpoczywają nad wodą.


A wiadomo, że najlepiej odpoczywa się w towarzystwie - niezależnie od brzegu.


Może być nim rzeka, którą na nowo odkrywa miasto i jego mieszkańcy. 


Płynąca woda inspiruje, nie pozwala zapomnieć o przeszłości, niesie ze swoim nurtem nowe i świeże.


W Starej rzeźni młodzi szczecinianie prezentują swoje projekty, inspirowane miastem, jego nie tak dawną przeszłością. Przed wejściem w strefę targów prezentują się czcionki ... temat ten prześladuje mnie i bliski jest mi niezmiernie, po niedawnej lekturze "Paneuropy, Komety, Helu" - historia polskiej czcionki, recenzja i wrażenia z lektury tutaj.


Szczecinianie stają się świadomi swojego miasta, a wszystko bez zbędnego nadęcia i z przymrużeniem oka.


Być może z racji zawodowego skrzywienia najbardziej do gustu przypadły nam meble z loft.szczecin.pl - skandynawska prostota i najpiękniejsze drewna: dąb i jesion.


Były jednak i ubrania, i torby, i biżuteria, i oczywiście stada gadżetów, każdy ze szczecińskim akcentem.


Tym miłym morskim akcentem, dziękujemy młodym prężnym z ok super - tak trzymać, dzięki Wam miasto nabiera wiatru w żagle :)