środa, 18 lipca 2018

Włóczęga 2018 dzień trzeci

Czyli puszcza i ślady przeszłości.
Dzisiaj dzień pieszy. W planach Białowieski Park Narodowy i sama Białowieża.


Pierwsza noc pod namiotem i kwintesencja wakacji - kawa i śniadanie na trawie. 
Wyruszamy na zwiedzanie puszczy, zaczynamy jednak od parku pałacowego. Niestety po samym pałacu nie ma - prawie - śladu można podziwiać jednak inne pamiątki z czasów władania carów rosyjskich. 


Jedna z pamiątek jest tzw Dom Gubernatora wzniesiony na potrzeby administracji carskiej, przez lata pełnił różne funkcje dzisiaj jest centrum edukacji przyrodniczej. Dzisiaj niestety w remoncie. 


Sam park obfituje w przeróżne okazy drzew - przeważnie imponujących rozmiarów. 


Są to nie tylko drzewa egzotyczne, ale i rodzime jak ten przepiękny dąb szypułkowy.


Naszym celem jest ścisły rezerwat parku białowieskiego. Aby do niego dotrzeć musimy przejść przestrzeń łąk - dawnych pół uprawnych okalających Białowieżę. 


Taka oto brama - i strażnik leśny - wita nas przed ostatnim w Europie fragmencie lasu "o cechach pierwotnych" jak głosi tablica informacyjna. Za tę bramę można wejść tylko z licencjonowanym przewodnikiem. 


Las wpisany na listę dziedzictwa ludzkości UNESCO i rezerwat biosfery UNESCO. Przerażająco mały fragment zieleni na mapie Europy i świata. 


Sam las z racji ostatnich opadów intensywnie pachnie, ale niestety nie wszystkie ścieżki są dostępne dla zwiedzających. 


Ogromne drzewa, nawarstwiająca i odradzająca się przyroda przypominają nam, że jesteśmy obcy w tym świecie. 

Żałuję, że jesteśmy w Białowieży tylko jeden dzień. Zwiedzania puszczy wystarczyłoby na tydzień i to tylko patrząc na wycieczki organizowane przez przewodników. Kolejne miejsce, do którego należy wracać o każdej porze roku. 


Wracamy do świata naszej, ludzkiej cywilizacji. Zwiedzamy cerkiew wzniesioną w końcu XIX w., dla cara Mikołaja II. 


Warto tu zajrzeć żeby zobaczyć jedyny w Polsce ikonostas wykonany z majoliki - rodzaju szlachetnej ceramiki. 


Zwiedzanie i robienie zdjęć jest płatne, ale warto odżałować kilka złotych i obejrzeć rzadki zabytek i posłuchać opowieści prawosławnego księdza. My dowiedzieliśmy się, że cerkiew uznaje rodzinę carską za świętych męczenników, a dzień w którym zwiedzaliśmy świątynie był rocznicą ich śmierci. 


W drodze powrotnej w parku pałacowym oglądamy ostatnią pozostałość po pałacu carskim, od którego nazwę wziął park. Pozostała po nim jedynie brama gospodarcza, a na miejscu wzniesiono budynek muzeum. 


Intensywny dzień kończymy pysznym obiadem z lokalnymi przysmak i w roli głównej - hreczniaki i bliny białowieskie przeszły do historii naszej wyprawy, a tutejsza babka ziemniaczana została jednogłośnie wybrana zwyciężczynią naszego wewnętrznego konkursu kulinarnego. 

Ostatnia noc w Białowieży wystawia na próbę nasze namioty i nerwy - burza i silny wiatr szaleją długo w noc. 
Jutro kierunek Narewka i Siemianówka. 

wtorek, 17 lipca 2018

Włóczęga 2018 - dzień drugi

Czyli czasem słońce czasem deszcz.
Dzień drugi w połowie kolejowy w połowie rowerowy.

Z Siedlec ruszamy do Hajnówki. Po całonocnym deszczu, mamy szczęście dojechać na dworzec w przerwie między opadami. 


Siedlce żegnają nas istnym oberwaniem chmury. 


My jednak już bezpieczni, schniemy w pociągu. 


Hajnówka wita nas charakterystycznym dworcem, który lata świetności ma już za sobą. Nie tak wyobrażałam sobie to miejsce, szczególnie że budynki kolejowe które mijalismy po drodze mimo że też w nie najlepszym stanie były wzniesione w zupełnie innych czasach i stylu. 


Pierwszy i obowiązkowy punkt podróży Informacja turystyczna. 


Drugi i dla nas również obowiązkowy punkt podróży - warsztat rowerowy. Mój beznogi rower oczekuje na swoją kolej. 


Okazuje się, że właściciel warsztatu jest pozytywnie zakręconym miłośnikiem swojej małej ojczyzny i zapalonym rowerzystą. 


Zabiera nas w miejsce, którego nie mieliśmy w planach - stację puszczańskiej kolejki wąskotorowej. Kolej, która pierwotnie służyła wywożeniu drewna, dziś wozi turystów na dość długie - ok. 3,5 godzinne wycieczki po puszczy białowieskiej. 


My niestety nie mamy czasu na przejażdżkę, ale dzięki naszemu przewodnikowi odkrywamy Krynoczkę - źródełko o cudownych właściwościach i wzniesioną przy nim maleńką cerkiew. Miejsce ma swój specyficzny urok i klimat. Warto tam zajrzeć i zatrzymać się na chwilę, poczuć jak czas płynie wolniej. 


My wracamy do rzeczywistości i do samej Hajnówki. Oglądamy - niestety tylko z zewnątrz wspaniały sobór Świętej Trójcy, którego współprojektantem był Jerzy Nowosielski. 


Pora na strawę dla ciała - dzisiaj znów na ziemniaki w roli głównej - babka i kiszka ziemniaczana. 


Posileni i zaopatrzeni w rady naszego przewodnika wyruszamy na szlak Greenvelo i zapuszczamy się po raz pierwszy w puszczę. 


Niestety cylk awarii rowerowych nie dobiegł końca. Nowa nóżka średnio wytrzymuje obciążenie roweru, na dodatek jeden z łańcuchów postanawia przeskakiwać na zębatkach. Przymusowy postój i przegląd roweru. 


Jest i ona. Po raz pierwszy znak Greenvelo kieruje nas ku Białowieży. 


Rezerwat dzisiaj oglądamy ze szlaku. 


Oddychamy powietrzem z puszczy i wąchamy jej zapachy. 


Budy, Teremiski, Białowieża.


Krajobrazy Podlasia.


Pod znakiem tęczy.


Dobranoc. 
Jutro wycieczki piesze i wycieczka do serwisu rowerowego. Oprócz nóżki i łańcucha czeka nas jeszcze wymiana wolnobiegu. 

poniedziałek, 16 lipca 2018

Włóczęga 2018 dzień pierwszy

Czyli jak rozpocząć dzień w pociągu a zakończyć w Bierhalle.

Zaczynamy naszą wyczekaną rowerową włóczęgę. W tym roku kierunek Podlasie i Suwalszczyzna. Aby dostać się do punktu początkowego musimy więc pokonać pół Polski naszym drugim ulubionym środkiem transportu. 


Wyruszamy więc niedzielnym rankiem na spotkanie z Gombrowiczem. Ku naszemu zdziwieniu na peronie stoi już pociąg w kierunku Lublina, jednak po przedziale rowerowym nie ma śladu ... Po rozmowie z sympatyczną - i jak się okaże bardzo cierpliwą panią kierownik pociągu - wyjaśniło się, że jest to owszem pociąg lubelski, ale nie nasz. Nasz odjedzie za 10 minut z tego samego peronu i z tego samego toru. Po nas z tym samym problemem było z 20 osób, na co pani ze stoickim spokojem tłumaczyła różnicę. Pierwsza przygoda kolejowa zaliczona - czekamy na Gombrowicza.


Nasz pociąg okazuje się być przyjazny rowerzystom, a na pewno trzem. Dla większej ilości rowerów miejsca nie ma. Rozbiliśmy bank i jedziemy pławiąc się w luksusach.


Słońce i książka w pociągu. Czego chcieć więcej. 


Siedlce są naszym pierwszym - jeszcze nie rowerowym przystankiem w podróży. Mamy za sobą już pierwszą awarię - mój rower skręcił nóżkę i został rowerem specjalnej troski. Zostawić go bez oparcia nie sposób. 
Z przyczyn obiektywnych ilustracji fotograficznej nie ma, ale w okolicy naszej kwatery można spotkać takie oto perełki architektury drewnianej. 


Siedlce maja swoje pola elizejskie co stanowi swego rodzaju przepowiednię dla zbliżających się sportowych emocji. 


Czas posilić się po podróży. Z szerokiego wyboru dla bezmięzosowców pozostaje placek ziemniaczany z kiełkami buraka (...) 


Ale czymże jest burak przy sportowych emocjach? Przy obiedzie w eganckiej i odpowiednio drogiej piwnej hali wytrzymujemy tylko do pierwszej połowy finału Francja - Chorwacja i uciekamy na świeże powietrze.


Oglądamy niestety tylko z zewnątrz siedleckie muzeum regionalne, które mieści się w dawnym ratuszu. Przepiękny i odbiegający od pozostałej zabudowy miasta, XVIII w. klasycystyczny budynek zwieńczony jest figurą atlasa zwanego tutaj Jackiem. 


Światło na elewacji i odblask w kuli atlasa to ostatnia przed burzą chwila ze słońcem. 


Dzień pierwszy kończymy tęczą i nadzieją, że tym razem prognozy pogody się nie sprawdzą. W przeciwnym razie czeka nas potop pod namiotem.

Vive la France! Trójkolorowi wygrali 4:2!

wtorek, 10 lipca 2018

Nocny urodzinowy przejazd rowerowy

Pierwszy w naszym mieście nocny przejazd rowerowy. Świętujemy włączenie naszego pięknego miasta do ziem polskich. Co jest oczywiście tylko pretekstem do tego żeby wspólnie przejechać przez miasto, szczególnie nocą. 


Nie mamy w rowerach zbyt wielu światełek oprócz obowiązkowych, ale mały niebieski świetlik też dodaje uroku.


Nowa fontanna przyciąga w dzień i w nocy. W pełnym słońcu plac zabaw dla najmłodszych i chwila wytchnienia przy szumie wody, wieczorem feeria barw i miejsce na romantyczne spacery.


Piękny i ciepły lipcowy wieczór przyciągnął na plac Lotników masę rowerzystów. Frekwencja niespodziewanie dla samych organizatorów wyniosła ponad 350 rowerzystek i rowerzystów. 


Światła i cienie.
Później okaże się, że jednak obstawy policji było trochę za mało, ale kto mógł się spodziewać że nocny - i już wakacyjny - przejazd wzbudzi takie zainteresowanie?


Niektórych rowerów nie da się nie zauważyć.


Za chwilę ruszamy. To będzie mój prywatny sprawdzian nowych opon - przejazd przez ul. Kolumba to wyzwanie nawet dla najlepszego producenta. 


Ruszamy. Masa świateł rowerowych odbitych w szklanej fasadzie, rowerowa mleczna droga.


Jedną z atrakcji był przejazd pod wiaduktem przy ul. Szczawiowej - można było osobiście sprawdzić echo :)
Oprócz dzisiejszego echa, w czasach minionych - "Jak głosi miejska legenda w charakterystycznej dziurze w sklepieniu wiaduktu podwieszona była bateria przeciwlotnicza ... " za http://architektura-w-szczecinie.blogspot.com 


W ciemności wracamy do domu.
Opony całe.
Łydki uważają, że to skandal zmuszać je do pracy o tej porze.

Dobranoc.