wtorek, 28 sierpnia 2012

Miejskie przygody

O tym, że jazda w mieście może poważnie podnieść adrenalinę wie każdy rowerzysta korzystający z ulic. Nie każdemu jednak urywa się łańcuch na środku jednego z większych skrzyżowań w mieście. Nie chwaląc się, przydarzył mi się właśnie taki przypadek. Na skrzyżowaniu Wojska Polskiego i Krzywoustego, jechałam Wojska Polskiego od strony placu Zgody, zdążyłam ruszyć i rozpędzić się gdy usłyszałam ghrkg i ... jechałam już tylko siłą rozpędu. Dotoczyłam się do parkingu przy Kopernika, a łańcuch został na środku skrzyżowania.   Łańcuch ważna sprawa - zostawiłam więc niepełnosprawny rower i rzuciłam się na ratunek. Powiem jedno - przeżyłam, ale nigdy więcej.
Dotarłam do najbliższego sklepu rowerowego ( najstarszego w Szczecinie ) i tam też dotarła odsiecz ( mój mąż z pociechą ). Łańcuch został zaopatrzony w nową spinkę i skuty - i mam nadzieję, że to popamięta :)
Dziś nie mogłam sobie darować i wypróbowałam wytrzymałość w/w.
Wybrałam się w okolice ul. Potulickiej i natknęłam się na taki oto zagadkowy obiekt.


Stoi sobie i niszczeje, niebanalna forma - mógłby służyć na milion sposobów.


Tuż obok budynek wielorodzinny z lat 30-tych XX w., w niezłej formie z ciekawymi układami cegieł na elewacji.


Przy ul. Kaszubskiej pojedyncza kamienica z oficyną i ciekawie wyeksponowanym podwórkiem ( dawną studnią ).
A to już nowa Brama Portowa.




Nowa - betonowa. Budynki w tle jak areszty śledcze, zero zieleni. Królestwo asfaltu i spalin. 


Chwila oddechu przy moim ukochanym gołębiu. 
Łańcuch się trzyma, zaczyna padać pora wracać.